Chciałabym móc się stąd wydostać.
Mam dość wszystkiego. Smutnej codzienności. Samotności. Wszystkiego co straciłam. Pamięci. Ludzi wokół mnie.
Siebie.
Siadam na łóżku i wpatruję się w okno. Chcę zniknąć. Wyobrażam sobie, że jestem niewidzialna. Że mogę tak po prostu unikać niewygodnych sytuacji. Osiągnąć coś. Być kimś. Niekoniecznie sobą. Siebie zgubiłam już dawno temu, gdzieś pomiędzy ludźmi.
Co mogę jeszcze zrobić? Znaleźć spadającą gwiazdę i wypowiedzieć życzenie? Nigdy jeszcze żadnej nie widziałam... Nie ważne jak bardzo próbowałam...
Może po prostu nie wszystko jest mi pisane.
Mam dość wmawiania sobie, że to dzieje się tylko dla większego dobra, że wszystko na koniec wyjdzie dobrze, tak jakbym chciała. Nie mam już ochoty się okłamywać tylko po to żeby przetrwać.
Sięgam po kartę, którą mi kiedyś zostawił. Twisted Fate. Byliśmy bardzo bliscy... Dopóki, z dnia na dzień, nie zniknął. Długi czas potem walczyłam sama. Nie chciałam wierzyć, że tylko mnie wykorzystał, a potem zostawił. Nie chciałam, ale w końcu musiałam.
Nigdy nie wrócił.
Mieli rację. Niektórym ludziom po prostu nie można ufać. I Fate jest jednym z nich.
Samotna łza spływa po moim policzku. Jestem wykończona. Nie mam siły nawet jej otrzeć.
Patrzę w dół. Na karcie pojawia się mokry ślad. Wzdycham.
Od dawna nie wierzę, że jutro będzie lepsze, bo, uwaga, nie będzie. Nic się nie zmieni dopóki sama tego nie zmienisz? Nie mam siły. Niech będzie tak jak jest.
Może tak jednak jest lepiej...